środa, 31 lipca 2013

"Bieganie? To proste!" - Czyli moja pierwsza piątka :)

Jeszcze ponad rok temu uznałabym te słowa jako żart. Przecież biegnąc męczysz się, pocisz, bolą nogi... 5 kilometrów? To chyba dalej niż koniec świata! ... Ale rok temu "coś" (czyt. wysoki, zielonooki przystojniak) mnie skusiło żeby odkryć na czym to wszystko polega.
Z początku nawet kilkuminutowy trucht przeplatany z marszem przekraczał moje możliwości, ale dzielnie dążyłam do osiągnięcia 20 minut ciągłego truchtu do końca wakacji. Był czas, że biegałam regularnie co 2 dni i cel udało mi się osiągnąć, ale potem nie zauważyłam większych postępów. Zimą zrezygnowałam z biegania na rzecz treningów w domu.

Powróciłam do biegania w marcu i od tego czasu przebiegłam łącznie ponad 75 kilometrów, zaczynając od marnych 2,5 km. Wczoraj osiągnęłam pierwszą piątkę więc pomyślałam, że to idealny czas na małe podsumowanie :)


Z początku wielki wysiłek i bieganie bez entuzjazmu przerodziły się w pasję i potrzebę pokonywania siebie. Ogromną euforię czuję, kiedy lekko przebiegam miejsce, w którym musiałam zatrzymać się poprzednio. I to chyba jest głównym powodem dla którego biegam.
Bieganie wiele mnie nauczyło. Dużo na ten temat czytałam na blogach, w poradnikach i gazetach. Chciałam dzięki temu zrozumieć i pokochać bieganie, ale nic jednak nie odda uczuć tak dobrze jak własne doświadczenia.

Podczas wczorajszego biegania nasunęło mi się kilka zasad, które poznałam podczas biegania. Zdaję sobie sprawę, że to są absolutne podstawy biegania, ale mam nadzieję, że trafi tu ktoś, kto tak jak ja kiedyś, będzie szukał pomocy w przygodzie z bieganiem :)



 Przekonałam się, że warto zainwestować w porządne buty. Pierwsze biegi w kalenjii za 69zł. były dla mnie torturą. Teraz biegam w butach Nike Dual Fusion ST2 (przeznaczone dla osób z lekką pronacją) i za nic bym ich nie zamieniła :) Dzięki nim biega mi się niezwykle lekko, a podeszwa zawiera takie malutkie wypustki, dzięki czemu bieg jest stabilny i przyczepny. Drugą sprawą jest konieczność przymierzenia butów. Przed zakupem przymierzyłam dziesiątki modeli i dopiero w tych butach poczułam pełen komfort.

 Wszelkie bariery i ograniczenia tkwią w naszej głowie. Daj się ponieść, a wiele razy przekonasz się, że jesteś silniejsza niż Ci się wydaje. Kiedy zaczynałam biegać nie wierzyłam w postępy jakie mogę zrobić i to mnie zatrzymywało. Ciągle mówiłam sobie, że jeszcze nie jestem gotowa na kolejny krok. Teraz czasem rzucam sobie cel, który wydaje mi się nierealny do osiągnięcia, ale dzięki temu zyskuję lepsze wyniki i pokonuje kolejne bariery :)

 Istotne jest, żeby nie porównywać się z innymi biegaczami  W poszukiwaniu motywacji, czy porad wiele razy natknęłam się na blogi doświadczonych biegaczy. Kiedy zaczęłam porównywać swoje wyniki z ich osiągnięciami, zaczęłam w siebie wątpić. Bo "one" biegają szybciej, dalej, dłużej. I zamiast pięknej motywacji możemy popaść w kompleksy ;) Śledź swoje poprzednie wyniki i to z nimi konkuruj :)

 Słuchaj siebie. Daj sobie czas na regenerację, zwolnij kiedy tego potrzebujesz. Zaczynałam od marszobiegów. I chociaż może pomogły mi się trochę rozbiegać i poradziłabym je jedynie tym, którzy bieganie zaczynają od zera. Marszobiegi mogą zapewnić psychiczną asekurację przed przemęczeniem i nastawienie na postępy. Jak już pisałam, wszystko dzieje się w naszej głowie. Biegając tym systemem biegłam zbyt szybko (bo wiedziałam, że już za minutę odpocznę w marszu), przez co wszystko było dużo bardziej męczące. Co za tym idzie, każda minuta biegu wydawała się wiecznością. Biegałam z telefonem w ręce, ciągle zerkając ile mi jeszcze zostało czasu. Odbierało mi to wszelką radość z biegania. Kolejnym skutkiem jest złe dobranie poziomu biegania do swoich możliwości. Nagle okazało się, że zamiast 3 minut biegu i 1 minuty marszu w pięciu seriach, jestem w stanie spokojnie przebiec 15 minut bez zatrzymania. Od tamtej chwili zamiast dzielić bieg na krótkie rundy, delikatnie wydłużam czas poprzedniego biegu.

 Unikaj pełnego słońca.  Jedni wolą biegać z rana, innym lepiej biega się po zmroku. Największą krzywdą jaką sobie urządziłam był bieg w słoneczne południe. Szybka zadyszka i ból głowy z przegrzania skróciły mój bieg do 10 minut. Teraz biegam między 19, a 21, kiedy słońce powoli schodzi i robi się rześko :)

 Muzyka pomaga unormować tempo, uspokoić oddech i odciąć się od świata, ale jednocześnie nadaje powera do dalszego biegania. Kiedy nie biegam z moim Mężczyzną zawsze biorę ze sobą odtwarzacz :)
Ja uwielbiam biegać w rytmie reggae, ale wczoraj niesamowitej siły nabrałam przy tej piosence:


 2x R, czyli rozgrzewka i rozciąganie. Czynności często pomijane przez biegaczy, spełniają jednak ogromną rolę dla jakości naszego biegu. Proste ćwiczenia rozgrzewające pobudzają mięśnie do większego wysiłku i pomogą uchronić przed kontuzjami. Z kolei potreningowe rozciąganie rozluźni mięśnie i ustabilizuje je. Ogromnie ważne jest, by rozciąganie było łagodne i nie gwałtowne. Zbyt mocne napięcie czy sprężynowanie ruchu może spowodować kontuzje (niestety boleśnie przekonałam się o tym na własnej skórze).

PS! Jeśli planujesz walkę z cellulitem i zastanawiasz się nad skutecznymi metodami, załóż buty i biegnij :)  Moje nogi szczupleją z treningu na trening ;)

sobota, 20 lipca 2013

Czas na zmiany!

Właśnie zakończył się w moim życiu ciężki etap związany z ukończeniem studiów licencjackich. Pomyślałam, że będzie to idealny moment, żeby znowu o siebie zadbać i wrócić do formy. Dzisiejszy dzień będzie dla mnie jak rozpoczęcie nowego roku, ciekawe ile wytrwam w swoich postanowieniach ;)
Zdaję sobie sprawę z tego, że fit to styl życia, a nie kwestia jednorazowego wyzwania, ale nie mogłam się doczekać dnia kiedy będę mogła wszystko podkreślić grubą kreską i zacząć od pustej strony. Bo zmian będzie wiele. Przede wszystkim jeśli dostanę się na dzienną magisterkę to od października zamieszkam w Katowicach :) 
Stworzyłam sobie listę najbliższych celów i postanowień. 


1. Joga. Jeszcze niedawno ćwiczyłam niemal codziennie. Joga daje mi cudowne uczucie wyzwolenia i spokoju. Pozwala osiągać to, co jeszcze tydzień wcześniej było dla mnie niemożliwe. Jestem już coraz bliżej do szpagatu :D

2. Zdjęcia. Zdecydowanie za mało mam zdjęć, chciałabym fotografować wszystko co się da ;)

3.Góry. Pod tym względem czeka mnie intensywny tydzień :) W poniedziałek Barania Góra albo Stożek. Pod koniec tygodnia jeszcze Leskowiec z rodzinnych stron. Szykuje się jeszcze wyjazd na Słowackie Tatry, ale to się jeszcze zobaczy :)

4. Czwarty punkt został niejako zrealizowany. Brakowało mi słońca i takiego beztroskiego, leniwego wygrzania się na kocu, a wszyscy powtarzali że przyda mi się nabrać trochę koloru.

5. Bieganie! Początkowo sposób na wyszczuplenie ciała, z czasem stało się poważnym uzależnieniem :)

6. I ostatni punkt, czytanie. Po głowie chodzi mi kilka (czyt. Ponad 20) tytułów, które chcę w końcu przeczytać. Nie mam pojęcia kiedy uda mi się tego dokonać ;) 



Cześć ! Kolejny miesiąc minął tak szybko, że nawet nie zauważyłam :) Dzisiaj będzie troszkę luźniej i prywatniej. Ostatnio miałam dużo na głowie i aktywność fizyczna niestety spadła na boczny tor. Końcem czerwca miałam ciężkie przeżycia związane ze składaniem pracy licencjackiej. Przez ciągłe poprawki, zmiany i dodruki jechałam do Katowic chyba 5 razy w przeciągu tygodnia. Odkładanie wszystkiego na ostatnią chwilę zaowocowało stresem i presją czasu. Cóż. Wszyscy już dawno powtarzali, żebym się wzięła do roboty, ale "ja zawsze mam czas" ;)
Dodatkowo mieliśmy w planach służbowo/wakacyjny wyjazd na Kaszuby, a wszystko było uzależnione od perypetii z obroną. Kiedy już ostatecznie oddałam pracę do dziekanatu zdecydowaliśmy się jechać i już po 4 godzinach siedzieliśmy w pociągu do Gdańska ! Nie spodziewałam się, że na 10 dniowy wyjazd można się spakować w mniej niż godzinę :D W pociągu spędziliśmy bezsenną noc na korytarzu, bo jechaliśmy na ostatnią chwilę wszystkie miejscówki były już wykupione. Kolejne dni spędziliśmy na pracy u niezwykle gościnnych ludzi, a o tym co robiliśmy napiszę już niebawem :)


Jestem zwolenniczką zwiedzania i odkrywania niż byczenia się na plaży, dlatego tę wakacyjną część wyjazdu spędziliśmy głównie w zabytkowej części Gdańska. Tym którzy jeszcze nie spacerowali ulicami Długą i Mariacką, gorąco polecam :) A studentom szczególnie sugeruję zwiedzanie w poniedziałkowe przedpołudnie - do godziny 13  większość muzealnych ekspozycji można zwiedzić za darmo.

"Inspirujących" rzeczy dowiedziałam się z taniego czytadła o nazwie Cosmopolitan. Potrzebowałam zajęcia na 11-godzinny powrót na śląsk, a na pierwszy rzut oka gazetka wydała się odpowiednia. W miarę dużo tekstu, kolorowo i optymistycznie - ot takie w sam raz na zabicie czasu. Niestety przeliczyłam się bardzo. Nie chodzi nawet o dział miłosny na poziomie filipinki...  Doznałam małego szoku czytając porady o tym jak radzić sobie z odchudzającym się mężczyzną. "postaraj się to zaakceptować", "zaciśnij zęby i okaż mu wsparcie", a najlepiej "delikatnie zasugeruj wizytę u psychologa"... Z tego odkrywczego artykułu dowiedziałam się, że źródłem tych "obsesji" (a tak na prawdę określają tym mianem rezygnację z fast foodów i zwiększoną aktywność ruchową) są niepowodzenia i problemy z odnalezieniem siebie w coraz bardziej zdominowanym przez kobiety świecie. Po tym artykule z zazdrością patrzyłam na mojego mężczyznę zaczytującego się w Men's Health ;)

A w wielkim skrócie:

Moja nieobecność spowodowana była zamieszaniem dyplomowym. Przez brak czasu trochę zaniedbałam ćwiczenia i dietę więc i o tematy do pisania nie było lekko ;) Teraz kiedy już się obroniłam mam nadzieję, że powoli wszystko wróci a blog znów będzie tętnił życiem :)