poniedziałek, 8 kwietnia 2013

Przez różowe okulary



Po miesiącu totalnego zwątpienia w końcu nadszedł przełom :). W porywie rezygnacji zdecydowałam się schować w cieniu i spokojnie przeczekać kryzys.
Zaczęło się niewinnie, od rowerka stacjonarnego. Wystarczy włączyć dobry serial, a 15 kilometrów przeleciało mi prawie niezauważalnie. W blogosferze roi się ostatnio od wyzwań pośladkowych więc za ciosem uruchomiłam Cassey i jej mordercze call me maybe challenge :). Do tego przyjemny zestaw na brzuch i 10 minut szok treningu Chodakowskiej. Po raz pierwszy od kilku tygodni poczułam, że żyję ! Coś mnie jeszcze kusiło, żeby chwycić za hantelki ale ostudziłam emocje i przełożyłam trening ramion na następny dzień. Uwielbiam czuć zakwasy, ale uruchomienie wszystkich partii mięśniowych na raz nie przyniosłoby mi nic dobrego ;)

Myślałam, że po tak długiej przerwie będę musiała zacząć od nowa, ale na szczęście nie jest tak źle.
Ćwiczenia cardio uświadomiły mi jedną rzecz. Jestem silniejsza niż mi się wydaje. Zawsze uważałam, że mam słabą kondycję i unikałam intensywnych ćwiczeń wytrzymałościowych, ale okazuje się, że (odnosząc się do własnych możliwości) wcale nie jest tak źle ;)




a co do moich planów na marzec... 
W minionym miesiącu: 

✔ Wyszłam może 3 razy na spacer i nie kupiłam żadnych ciuchów,

✔ Wróciły do mnie dawne kontuzje (naderwane ścięgna i bolący nadgarstek), które nasilały się po jodze więc na dwa tygodnie musiałam się z nią rozstać :<  ALE już czuję się lepiej i spokojnie mogę odnowić romans z jogą :)

✔ Zauważyłam, że mam rozdwojone i połamane końcówki włosów więc nieco je podcięłam i przeniosłam się na pielęgnację bez silikonów,

✔ Przestałam owijać się folią.

✔ Zaczęłam 30 day shred, dzięki któremu przestałam wierzyć we wszelkie wyzwania polegające na ćwiczeniu codziennie tego samego (ale o tym na pewno jeszcze się nie raz rozpiszę). W związku z tym, że przerwałam po drugim dniu, nie osiągnęłam żadnych efektów, a obiecane zdjęcia zrobię  kiedy będzie coś widać :)

Miesiąc przerwy pozwolił mi spojrzeć trzeźwo na pewne kwestie. Wyciągnęłam wnioski i  stwierdziłam, że nie warto robić planów sięgających dalej niż tydzień - Mniej stresu i wyrzutów sumienia. ;)
Kwestii żywieniowych niestety nie poruszę, bo moja dieta głównie opiera się na węglach i smażonych potrawach... Robię co mogę ale z systemem nie wygram :P

3 komentarze:

  1. Trzymam za Ciebie kciuki. Cieszymy się, że tu także wróciłaś.
    Dodaję do obserwowanych :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja również trzymam kciuki! Trzeba być dobrej myśli, ja jak na razie leżę w łóżku schorowana i próbuję wyleczyć się naturalnie... A co do Twoich wniosków to się w 100% zgadzam, nie ma co myśleć tak daleko i potem być rozczarowanym. Pozdrawiam, będę częściej zaglądać!

    OdpowiedzUsuń
  3. ja też trzymam kciuki! ;) dobrze, że znowu jesteś w pełni zmobilizowana :)

    OdpowiedzUsuń