środa, 23 października 2013

Mimo, że prowadzę bloga o zdrowym trybie życia, raczej unikałam tematów odżywiania. Nie studiuję dietetyki a wszelkie wiadomości na ten temat czerpię z internetu. Moje odżywianie też do najlepszych nie należy ;) Nigdy nie czułam się więc na tyle kompetentna by poruszać te kwestie czy nawet udzielać żywieniowych porad. Nawet na tumblerze nie publikuję zdjęć posiłków, jedynie czasem owoce.

Ale kilka tygodni temu wyprowadziłam się z domu i w pełni decyduje o tym co jem. W związku z tym, postanowiłam sobie przyswoić podstawowe zasady zdrowego odżywiania by od początku wypracować dobre nawyki i wyeliminować niezdrowe grzeszki.

Mówi się, że 70% naszej walki o zdrową sylwetkę toczy się w kuchni. Chociaż uważam te statystyki za mocno przesadzone, to dobrze zrównoważona dieta pozytywnie wpływa na metabolizm, a w połączeniu z treningiem może zdziałać cuda :)
Przede wszystkim uważam, że zdrowe odżywianie to kwestia dokonywania wyborów, a nie wyrzeczeń i ograniczeń. Na pewno żadne głodowanie nie wchodzi w grę, a posiłki mają być przede wszystkim wartościowe i smaczne :) Nie przeczytacie u mnie zmagań związanych dietami, bo tak na prawdę nigdy na diecie nie byłam i nie planuję być.

Nie pamiętam już kiedy ostatnio piłam gazowane napoje ani kiedy sięgnęłam po chipsy. Ulubiłam sobie płatki owsiane i zieloną herbatę, a hitem minionego tygodnia był krem brokułowy. Robiąc zakupy wybieram jedzenie, a nie produkty :)
Poza tym staram się ćwiczyć codziennie 30-40 minut. W tym roku wyjątkowo urzekła mnie jesień. Mam to szczęście, że mieszkam niedaleko parku, a zaraz wybieram się tam pobiegać :) To chyba najlepszy pomysł na wykorzystanie dnia rektorskiego ;) Właśnie kończę tworzyć swoją listę 101 w 1001 dni. Jestem już w trakcie realizacji kilku zadań więc opublikuję ją jak najszybciej :) Na koniec zostawiam Was z moim ulubionym ostatnio kawałkiem


czwartek, 29 sierpnia 2013

Nie straszny nam streching!

Każda z nas dobrze wie, że każdy trening powinien zakończyć się rozciąganiem mięśni. Mówi o tym każdy poradnik treningowy, a instruktorzy fitness układają dla nas specjalne zestawy z ćwiczeniami. Kiedyś rozciąganie kojarzyłam tylko ze szpagatem ;) Jednak oprócz zwiększenia ruchomości stawów rozciąganie zwiększa efektywność treningu. Dzięki ćwiczeniom rozciągającym wzmacniamy nasze ścięgna (co zapobiega wielu kontuzjom) oraz wspomagamy proces regeneracji mięśni.
Wszystko to gdzieś siedzi nam w głowach, jednak przyznajcie się, kto rozciąga się sumiennie po każdych ćwiczeniach?

Zwykle o tym zapominamy lub celowo unikamy rozciągania. No właśnie..

Czytając internetowe komentarze doszłam do wniosku, że większość z nas po prostu nie wie jak i po co się rozciągać. Potem wychodzą nam bzdury typu "zbyt intensywne rozciąganie może spowodować rozstępy :/"
Najczęściej wykręcamy się brakiem czasu i bólem mięśni występującym podczas rozciągania.


Dziewczyny! Podstawowe rozciąganie po treningu zajmie nam max. do 8 minut. Rozciąganie powinno być dla nas rozluźnieniem po wysiłku i wyciszeniem organizmu. Niestety utarło się, że im bardziej boli, tym lepiej. Że trzeba popychać się do granic możliwości, inaczej rozciąganie nie działa.

A spróbuj tak: zacznij delikatnie, wykonaj ruch do momentu, w którym poczujesz opór. Zostań w tej pozycji, uspokój oddech i spokojnie policz do 15. Jeśli czujesz że możesz pogłębić ruch zrób to, ale nie popychaj się do silniejszego bólu. Unikaj też tzw sprężynowania, czyli naprzemiennego napinania i rozluźniania mięśni.

I tyle wystarczy. Chyba, że planujesz rozciągać się do szpagatu. To już inna bajka ;)


Ci którzy śledzą Strong and healthy może już czytali, że planuję przeprowadzkę do Katowic. Kiedy już dokładnie określiłam czego wymagam od przyszłego lokum okazało się, że znalezienie odpowiedniego mieszkania będzie trudne. Przez dwa tygodnie nie pojawiło się żadne ciekawe ogłoszenie i już zakładaliśmy, że będziemy musieli w niektórych kwestiach odpuścić. Jednak cierpliwość się opłaciła, a pierwsze obejrzane mieszkanie okazało się tym właściwym! Nie spodziewałam się, że stanie się to tak szybko :) Mieszkanie znajduje się w odremontowanej kamienicy, w centrum miasta ale jednocześnie w spokojnej okolicy. Jest duże i w pełni wyposażone. I na pewno pomieści czwórkę studentów :) Ogromnie to wszystko przeżywam, bo czuję że to poważna zmiana w moim życiu. Teraz zostało tylko dostać się na magisterkę, egzamin już za 2 tygodnie!

Ps. Kiedyś pisałam już o mojej miłości do liczby 17. Tak się składa, że kamienica w której zamieszkamy właśnie posiada numer 17. Na początku starałam się to przyjąć na chłodno, ale cóż. Teraz kiedy już podpisaliśmy umowę najmu mogę szaleć :)  Fakt że będziemy mieszkać pod siedemnastką sprawia, że wszystko jest jeszcze bardziej magiczne

środa, 21 sierpnia 2013

30 dniowy MiszMasz treningowy - pierwsze wrażenia

Właśnie skończyłam 3 dzień wyzwania organizowanego na facebooku przez Tablicę Motywacji. Program treningowy trwa 30 dni, a na każdy dzień tygodnia zaplanowane są inne zestawy. Ćwiczenia angażują mięśnie brzucha, nóg i pośladków.
Zarówno zestawy jak i nasi "trenerzy" są bardzo urozmaicone, nie ma więc czasu na monotonię i każdy z pewnością znajdzie tu swoje ulubione ćwiczenia :) Przyznam, że wiele z tych zestawów jest dla mnie nowością i na pewno przydadzą mi się na przyszłość :)

Poza bieganiem, nie pamiętam kiedy ostatnio ćwiczyłam z takim zaangażowaniem :) Chociaż już od wczoraj chodzę obolała to po krótkiej rozgrzewce jestem gotowa na więcej. Największy wycisk dają mi chyba ćwiczenia pośladków, które pieką mnie niemal przez cały trening.
Poza tym ogromnie się cieszę, że wśród tych wszystkich ćwiczeń tylko raz pojawia się Chodakowska. Chociaż czasem ćwiczę skalpel to reszta jej zestawów jest dla mnie zbyt intensywna. 40 minut cardio ćwiczonego na granicach wytrzymałości nie jest dla mnie. Bo przecież sport ma również dawać przyjemność :)

Ogólnie jestem bardzo pozytywnie nastawiona i czuję, że uda mi się to zrealizować do końca. Od siebie dodałam jedynie więcej rozciągania i po każdym treningu przeznaczam na to ok. pół godziny.


PS. Dzisiaj jadę do Katowic oglądać pierwsze mieszkanie na wynajem, trzymajcie kciuki!

wtorek, 20 sierpnia 2013

Wyzwanie kontra zakwasy

Po treningu dawno niećwiczonych partii mięśni zapewne wiele z Was następnego ranka budzi się z tzw zakwasami. Uczucie to często przeszkadza nam w normalnym funkcjonowaniu, a co dopiero w kontynuacji treningu. Jak więc radzić sobie w sytuacji, kiedy właśnie podjęłyśmy wyzwanie treningowe i nie chcemy rezygnować już na starcie?
Troche teorii

Bolesność mięśni może dawać mylne poczucie wykonania efektywnego treningu.
Zjawisko, które potocznie nazywamy zakwasami pojawia się ok 12-24 godzin po zbyt intensywnym treningu i trwa do kilku dni. Występuje na mięśniach, które wcześniej nie były przyzwyczajone do takiego wysiłku. Wbrew popularnej teorii występowanie opóźnionej bolesności mięśni nie jest związane z nadmierną ilością kwasu mlekowego w mięśniach. Przyczyną jest obrzęk i uszkodzenia komórek mięśni. 

Sposoby na „zakwasy” 

Najskuteczniejszym środkiem na uniknięcie zakwasów jest działanie poprzez profilaktykę. Podstawą jest regularny ruch i dostosowanie intensywności treningu do swoich możliwości. Jeśli dawno nie ćwiczyliśmy, zacznijmy od niewielkiego wysiłku, stopniowo zwiększając obciążenie, czy intensywność. Pamiętajmy też o rozgrzewce skoncentrowanej na tych partiach ciała, które będziemy ćwiczyć. Po treningu koniecznie poświęćmy czas na łagodne rozciąganie. Na regenerację mięśni ogromny wpływ ma również nasza dieta i długość snu. Do regeneracji, nasze mięśnie będą potrzebowały odpowiedniego nawodnienia i sporej dawki wartości odżywczych. No i na koniec, starajmy się nie dopuścić do dłuższych przerw w treningu. Odzwyczajone od wysiłku mięśnie znów przypomną o sobie bólem po wysiłku.


źródła:
J. Górski: Fizjologia wysiłku i treningu fizycznego, 
potreningu.pl

niedziela, 18 sierpnia 2013

Weekend powoli dobiega końca, ja wpadam tylko na chwilę, by pochwalić się kolejną wybieganą piątką :) Chociaż szybko zaczęła mnie męczyć kolka to jakoś wytrwałam. I zauważyłam, że biegam strasznie nierówno i nie potrafię sobie unormować stałego tempa.
W świetle 2,5 kilometrów bieganych na początku czuję, że robię ogromne postępy i może już za niedługo podejmę się konkretnych dystansów :)



Poza tym po raz kolejny przyznaję się do porażki w regularności mojej walki o talię osy. Niestety odpuściłam sobie kilka dni brzuszków. Widzę jednak wielki sukces w nowej akcji, którą opisała Paulina na blogu Być Idealną. Strasznie podoba mi się, że każdego dnia ułożony jest inny zestaw i nie skupia się tylko na jednej partii ciała :) Do tego Autorka wyzwania stworzyła pomocny harmonogram. Nie ma sensu powtarzać wszystkich zasad, dlatego jeśli jeszcze nie widziałyście wpisu Pauliny, odsyłam Was na jej bloga 




czwartek, 1 sierpnia 2013

Pomysł na sierpień

Ostatnio przestawiłam się z ćwiczeń domowych na bieganie. W domu koncentruję się jedynie na jodze, natomiast zupełnie odpuściłam sobie pracę nad nogami i brzuchem. Chociaż moje nogi smukleją z biegu na bieg, to z przerażeniem zauważyłam dzisiaj, że mój brzuch coraz bardziej przypomina Michelin Mana.

Przydało by się go troszkę wyszczuplić, a najlepsze do takich zadań są wyzwania! Idealnie składa się to z pierwszym dniem miesiąca, dlatego mój sierpień ogłaszam miesiącem walki o talię osy :D Żeby nie było zbyt nudno, do moich codziennych aktywności dołączam 4 zestawy na brzuch, które będę ćwiczyć na przemian każdego dnia. 

Ultimate Workout for Belly Fat Loss - czyli 37 minutowy trening z kanału FitnessBlender. Zestaw łączy ze sobą ćwiczenia mięśni brzucha z lekkim cardio.
10 Minute Abs & Obliques Workout - kolejny zestaw od FitnessBlender. Tym razem krótszy, ale chyba najtrudniejszy z tych które wybrałam.
Mel B trening abs - mój ulubiony :) 

Jestem ogromnie zmotywowana i ciekawa wyników :) 

środa, 31 lipca 2013

"Bieganie? To proste!" - Czyli moja pierwsza piątka :)

Jeszcze ponad rok temu uznałabym te słowa jako żart. Przecież biegnąc męczysz się, pocisz, bolą nogi... 5 kilometrów? To chyba dalej niż koniec świata! ... Ale rok temu "coś" (czyt. wysoki, zielonooki przystojniak) mnie skusiło żeby odkryć na czym to wszystko polega.
Z początku nawet kilkuminutowy trucht przeplatany z marszem przekraczał moje możliwości, ale dzielnie dążyłam do osiągnięcia 20 minut ciągłego truchtu do końca wakacji. Był czas, że biegałam regularnie co 2 dni i cel udało mi się osiągnąć, ale potem nie zauważyłam większych postępów. Zimą zrezygnowałam z biegania na rzecz treningów w domu.

Powróciłam do biegania w marcu i od tego czasu przebiegłam łącznie ponad 75 kilometrów, zaczynając od marnych 2,5 km. Wczoraj osiągnęłam pierwszą piątkę więc pomyślałam, że to idealny czas na małe podsumowanie :)


Z początku wielki wysiłek i bieganie bez entuzjazmu przerodziły się w pasję i potrzebę pokonywania siebie. Ogromną euforię czuję, kiedy lekko przebiegam miejsce, w którym musiałam zatrzymać się poprzednio. I to chyba jest głównym powodem dla którego biegam.
Bieganie wiele mnie nauczyło. Dużo na ten temat czytałam na blogach, w poradnikach i gazetach. Chciałam dzięki temu zrozumieć i pokochać bieganie, ale nic jednak nie odda uczuć tak dobrze jak własne doświadczenia.

Podczas wczorajszego biegania nasunęło mi się kilka zasad, które poznałam podczas biegania. Zdaję sobie sprawę, że to są absolutne podstawy biegania, ale mam nadzieję, że trafi tu ktoś, kto tak jak ja kiedyś, będzie szukał pomocy w przygodzie z bieganiem :)



 Przekonałam się, że warto zainwestować w porządne buty. Pierwsze biegi w kalenjii za 69zł. były dla mnie torturą. Teraz biegam w butach Nike Dual Fusion ST2 (przeznaczone dla osób z lekką pronacją) i za nic bym ich nie zamieniła :) Dzięki nim biega mi się niezwykle lekko, a podeszwa zawiera takie malutkie wypustki, dzięki czemu bieg jest stabilny i przyczepny. Drugą sprawą jest konieczność przymierzenia butów. Przed zakupem przymierzyłam dziesiątki modeli i dopiero w tych butach poczułam pełen komfort.

 Wszelkie bariery i ograniczenia tkwią w naszej głowie. Daj się ponieść, a wiele razy przekonasz się, że jesteś silniejsza niż Ci się wydaje. Kiedy zaczynałam biegać nie wierzyłam w postępy jakie mogę zrobić i to mnie zatrzymywało. Ciągle mówiłam sobie, że jeszcze nie jestem gotowa na kolejny krok. Teraz czasem rzucam sobie cel, który wydaje mi się nierealny do osiągnięcia, ale dzięki temu zyskuję lepsze wyniki i pokonuje kolejne bariery :)

 Istotne jest, żeby nie porównywać się z innymi biegaczami  W poszukiwaniu motywacji, czy porad wiele razy natknęłam się na blogi doświadczonych biegaczy. Kiedy zaczęłam porównywać swoje wyniki z ich osiągnięciami, zaczęłam w siebie wątpić. Bo "one" biegają szybciej, dalej, dłużej. I zamiast pięknej motywacji możemy popaść w kompleksy ;) Śledź swoje poprzednie wyniki i to z nimi konkuruj :)

 Słuchaj siebie. Daj sobie czas na regenerację, zwolnij kiedy tego potrzebujesz. Zaczynałam od marszobiegów. I chociaż może pomogły mi się trochę rozbiegać i poradziłabym je jedynie tym, którzy bieganie zaczynają od zera. Marszobiegi mogą zapewnić psychiczną asekurację przed przemęczeniem i nastawienie na postępy. Jak już pisałam, wszystko dzieje się w naszej głowie. Biegając tym systemem biegłam zbyt szybko (bo wiedziałam, że już za minutę odpocznę w marszu), przez co wszystko było dużo bardziej męczące. Co za tym idzie, każda minuta biegu wydawała się wiecznością. Biegałam z telefonem w ręce, ciągle zerkając ile mi jeszcze zostało czasu. Odbierało mi to wszelką radość z biegania. Kolejnym skutkiem jest złe dobranie poziomu biegania do swoich możliwości. Nagle okazało się, że zamiast 3 minut biegu i 1 minuty marszu w pięciu seriach, jestem w stanie spokojnie przebiec 15 minut bez zatrzymania. Od tamtej chwili zamiast dzielić bieg na krótkie rundy, delikatnie wydłużam czas poprzedniego biegu.

 Unikaj pełnego słońca.  Jedni wolą biegać z rana, innym lepiej biega się po zmroku. Największą krzywdą jaką sobie urządziłam był bieg w słoneczne południe. Szybka zadyszka i ból głowy z przegrzania skróciły mój bieg do 10 minut. Teraz biegam między 19, a 21, kiedy słońce powoli schodzi i robi się rześko :)

 Muzyka pomaga unormować tempo, uspokoić oddech i odciąć się od świata, ale jednocześnie nadaje powera do dalszego biegania. Kiedy nie biegam z moim Mężczyzną zawsze biorę ze sobą odtwarzacz :)
Ja uwielbiam biegać w rytmie reggae, ale wczoraj niesamowitej siły nabrałam przy tej piosence:


 2x R, czyli rozgrzewka i rozciąganie. Czynności często pomijane przez biegaczy, spełniają jednak ogromną rolę dla jakości naszego biegu. Proste ćwiczenia rozgrzewające pobudzają mięśnie do większego wysiłku i pomogą uchronić przed kontuzjami. Z kolei potreningowe rozciąganie rozluźni mięśnie i ustabilizuje je. Ogromnie ważne jest, by rozciąganie było łagodne i nie gwałtowne. Zbyt mocne napięcie czy sprężynowanie ruchu może spowodować kontuzje (niestety boleśnie przekonałam się o tym na własnej skórze).

PS! Jeśli planujesz walkę z cellulitem i zastanawiasz się nad skutecznymi metodami, załóż buty i biegnij :)  Moje nogi szczupleją z treningu na trening ;)

sobota, 20 lipca 2013

Czas na zmiany!

Właśnie zakończył się w moim życiu ciężki etap związany z ukończeniem studiów licencjackich. Pomyślałam, że będzie to idealny moment, żeby znowu o siebie zadbać i wrócić do formy. Dzisiejszy dzień będzie dla mnie jak rozpoczęcie nowego roku, ciekawe ile wytrwam w swoich postanowieniach ;)
Zdaję sobie sprawę z tego, że fit to styl życia, a nie kwestia jednorazowego wyzwania, ale nie mogłam się doczekać dnia kiedy będę mogła wszystko podkreślić grubą kreską i zacząć od pustej strony. Bo zmian będzie wiele. Przede wszystkim jeśli dostanę się na dzienną magisterkę to od października zamieszkam w Katowicach :) 
Stworzyłam sobie listę najbliższych celów i postanowień. 


1. Joga. Jeszcze niedawno ćwiczyłam niemal codziennie. Joga daje mi cudowne uczucie wyzwolenia i spokoju. Pozwala osiągać to, co jeszcze tydzień wcześniej było dla mnie niemożliwe. Jestem już coraz bliżej do szpagatu :D

2. Zdjęcia. Zdecydowanie za mało mam zdjęć, chciałabym fotografować wszystko co się da ;)

3.Góry. Pod tym względem czeka mnie intensywny tydzień :) W poniedziałek Barania Góra albo Stożek. Pod koniec tygodnia jeszcze Leskowiec z rodzinnych stron. Szykuje się jeszcze wyjazd na Słowackie Tatry, ale to się jeszcze zobaczy :)

4. Czwarty punkt został niejako zrealizowany. Brakowało mi słońca i takiego beztroskiego, leniwego wygrzania się na kocu, a wszyscy powtarzali że przyda mi się nabrać trochę koloru.

5. Bieganie! Początkowo sposób na wyszczuplenie ciała, z czasem stało się poważnym uzależnieniem :)

6. I ostatni punkt, czytanie. Po głowie chodzi mi kilka (czyt. Ponad 20) tytułów, które chcę w końcu przeczytać. Nie mam pojęcia kiedy uda mi się tego dokonać ;) 



Cześć ! Kolejny miesiąc minął tak szybko, że nawet nie zauważyłam :) Dzisiaj będzie troszkę luźniej i prywatniej. Ostatnio miałam dużo na głowie i aktywność fizyczna niestety spadła na boczny tor. Końcem czerwca miałam ciężkie przeżycia związane ze składaniem pracy licencjackiej. Przez ciągłe poprawki, zmiany i dodruki jechałam do Katowic chyba 5 razy w przeciągu tygodnia. Odkładanie wszystkiego na ostatnią chwilę zaowocowało stresem i presją czasu. Cóż. Wszyscy już dawno powtarzali, żebym się wzięła do roboty, ale "ja zawsze mam czas" ;)
Dodatkowo mieliśmy w planach służbowo/wakacyjny wyjazd na Kaszuby, a wszystko było uzależnione od perypetii z obroną. Kiedy już ostatecznie oddałam pracę do dziekanatu zdecydowaliśmy się jechać i już po 4 godzinach siedzieliśmy w pociągu do Gdańska ! Nie spodziewałam się, że na 10 dniowy wyjazd można się spakować w mniej niż godzinę :D W pociągu spędziliśmy bezsenną noc na korytarzu, bo jechaliśmy na ostatnią chwilę wszystkie miejscówki były już wykupione. Kolejne dni spędziliśmy na pracy u niezwykle gościnnych ludzi, a o tym co robiliśmy napiszę już niebawem :)


Jestem zwolenniczką zwiedzania i odkrywania niż byczenia się na plaży, dlatego tę wakacyjną część wyjazdu spędziliśmy głównie w zabytkowej części Gdańska. Tym którzy jeszcze nie spacerowali ulicami Długą i Mariacką, gorąco polecam :) A studentom szczególnie sugeruję zwiedzanie w poniedziałkowe przedpołudnie - do godziny 13  większość muzealnych ekspozycji można zwiedzić za darmo.

"Inspirujących" rzeczy dowiedziałam się z taniego czytadła o nazwie Cosmopolitan. Potrzebowałam zajęcia na 11-godzinny powrót na śląsk, a na pierwszy rzut oka gazetka wydała się odpowiednia. W miarę dużo tekstu, kolorowo i optymistycznie - ot takie w sam raz na zabicie czasu. Niestety przeliczyłam się bardzo. Nie chodzi nawet o dział miłosny na poziomie filipinki...  Doznałam małego szoku czytając porady o tym jak radzić sobie z odchudzającym się mężczyzną. "postaraj się to zaakceptować", "zaciśnij zęby i okaż mu wsparcie", a najlepiej "delikatnie zasugeruj wizytę u psychologa"... Z tego odkrywczego artykułu dowiedziałam się, że źródłem tych "obsesji" (a tak na prawdę określają tym mianem rezygnację z fast foodów i zwiększoną aktywność ruchową) są niepowodzenia i problemy z odnalezieniem siebie w coraz bardziej zdominowanym przez kobiety świecie. Po tym artykule z zazdrością patrzyłam na mojego mężczyznę zaczytującego się w Men's Health ;)

A w wielkim skrócie:

Moja nieobecność spowodowana była zamieszaniem dyplomowym. Przez brak czasu trochę zaniedbałam ćwiczenia i dietę więc i o tematy do pisania nie było lekko ;) Teraz kiedy już się obroniłam mam nadzieję, że powoli wszystko wróci a blog znów będzie tętnił życiem :)

wtorek, 11 czerwca 2013

z pocztówkowymi pozdrowieniami

Po dwumiesięcznej przerwie w pisaniu w końcu znajduję chwilę na przypomnienie o sobie :) Nie, nie opuściłam tego miejsca, po prostu pochłonęło mnie pisanie licencjata i okołosesyjne zamieszane. Niewiele się u mnie zmieniło. Mimo mojej nieobecności, Was - obserwujących ciągle przybywa :) Ogromnie mnie to cieszy! Dzisiaj chcę się z Wami podzielić tematem zupełnie odmiennym od wpisów fit, a jego inspiracją jest ta oto akcja:





Autorka bloga organizuje wakacyjną wymianę pocztówek. Jeszcze rok temu bardzo aktywnie wysyłałam pocztówki w świat, dlatego przyłączam się bez wahania i Was też gorąco zachęcam :) Możliwe, że już niedługo czeka mnie podróż na drugi koniec Polski. Miejsce niezwykle malownicze więc będzie to dobra okazja do wysłania kartki :)

Korzystając z okazji chciałam się podzielić moim małym hobby - postcrossingiem
W skrócie jest to międzynarodowy projekt pozwalający wysyłać i otrzymywać kartki pocztowe z całego świata. 
Może się wydawać że kult wysyłania kartek z wakacji już dawno minął. Widokówki z zachodem słońca dawno zostały wyparte przez mms'y. Nie potrafię jednak wyrazić swej radości, kiedy otwierając skrzynkę pocztową znajduję w niej coś więcej niż rachunki i reklamy :) Rok fantastycznej zabawy, wielu niespodzianek i niecierpliwych oczekiwań na listonosza. 
Śmiesznie się zrobiło, kiedy każdą wycieczkę planowaliśmy pod kątem sklepików, kiosków i księgarni w poszukiwaniu nowych wzorów. Z zakupowego szaleństwa nasze zapasy czystych pocztówek do wysłania osiągnęły ponad 250 sztuk :) Wspólnie z Tgr stworzyliśmy kolekcję, która liczy ponad 160 pocztówek z całego świata. Każda z nich zajmuje swoje miejsce w albumie. Każda z nich jest wyjątkowa i niepowtarzalna. 


     

Jak działa postcrossing?
Wystarczy zarejestrować się na stronie postcrossing.com i uzupełnić swój profil o dane adresowe i ewentualne preferencje pocztówkowe. Losujesz pierwsze adresy i zabawa się zaczyna. Na kartce oprócz pozdrowień dołączasz wygenerowany dla danej kartki kod. Gdy pocztówka dojdzie do adresata i zostanie przez niego zarejestrowana, automatycznie zostajesz losowana przez innego użytkownika. Z Kalifornii, Japonii, Brazylii czy Francji... z każdego miejsca na Ziemi. Kiedy dostaniesz pocztówkę rejestrujesz ją w systemie. I to wszystko. Proste prawda?

Koszty tej zabawy zawierają się w zakupionej pocztówce i znaczku. Jedyną trudnością z jaką możemy się spotkać, jest znalezienie odpowiednich kartek. Jak już wspomniałam, tradycja wysyłania pocztówek zanika. Warto jednak poświęcić czas na szukanie :). 

wtorek, 16 kwietnia 2013

Parę słów o zielonej herbacie


Jeszcze do niedawna zieloną herbatę piłam sporadycznie, a jeśli już to tylko pod postacią expresówki z dodatkiem opuncji, czy trawy cytrynowej. Pewnego dnia coś mnie ruszyło i postanowiłam zakupić liściastą herbatę z prawdziwego zdarzenia :) Wybrałam mieszankę herbat zielonych z lidla w cenie ok 4.50 zł za 100 gram suszu.

Nasze wspólne początki były dosyć trudne. Napar był gorzki i dawał posmak dymu papierosowego. Innym razem uzyskałam smak zgniłego siana. Z obiecującej przygody z herbatą zostało małe rozczarowanie. Dlaczego herbata jest więc tak zachwalana? Poszperałam nieco w internecie i znalazłam wiele wskazówek, dzięki którym picie jej stało się czystą przyjemnością :)


PRZYGOTOWANIE


Okazuje się, że umiejętne zaparzenie herbaty ma największy wpływ na jej walory smakowe .
Herbatę powinniśmy parzyć w temperaturze 70-80 stopni. Nalepiej po prostu poczekać 6-7 minut po przegotowaniu wody. Zalanie suszu zbyt gorącą wodą spowoduje zmętnienie naparu i wydobędzie jego gorycz.


> Wysuszone liście herbaty są zwinięte i przybierają brunatną barwę, a po zaparzeniu stają się duże, ciężkie i opadają na dno naczynia. Do zaparzenia filiżanki wystarczy niecała  łyżeczka suszu. Intensywność smaku zależy od jego ilości, a nie od czasu parzenia.

> Czas parzenia jest w pewnym stopniu uzależniony od formy herbaty.
Herbatę dzieli się ze względu na rodzaj liści na herbatę o liściach całych, łamanych oraz miał lub pył. Im mniejsze liście, tym szybciej herbata się zaparzy. Pył herbaciany wykorzystuje się do produkcji herbat ekspresowych, bo takie herbaty muszą parzyć się najszybciej.

> Krótkie parzenie(około 3minut) powoduje, że teina nie wiąże się z garbnikami, więc napar jest orzeźwiający i pobudzający. Wydłużenie czasu parzenia (5-6 minut) daje nam napar o działaniu relaksującym.

> Dobrze zaparzona zielona herbata ma słomkowy, przejrzysty kolor. Jeśli czytacie artykuł o zielonej herbacie opatrzony takimi zdjęciami jak to poniżej, możecie spokojnie włożyć go między bajki, ponieważ najprawdopodobniej autor nigdy nie pił zielonej herbaty ;)

ZIELONA HERBATA POMAGA SCHUDNĄĆ ! Co kryje się pod tym stwierdzeniem? Jestem zdania, że wszystkie obietnice powalających efektów bez wysiłku to często tylko hasła marketingowe, ale przyjrzyjmy się bliżej jej właściwościom :)

Mówi się, że ekstrakt z zielonej herbaty zwiększa spalanie tłuszczu podczas spoczynku oraz średnio intensywnych ćwiczeń, czyli tzw aerobów.
Herbata obniża ciśnienie krwi, co poprawia krążenie. Ma właściwości moczopędne, a to z kolei usprawnia wydalanie toksyn z organizmu. Jest bogata we flawanoidy - przeciwutleniacze, które nie tylko spowalniają procesy starzenia, ale również zmnieszają ryzyko wystąpienia pewnych odmian raka. Herbata pobudza również do wydzielania soków trawiennych, dlatego odradza się picie jej na pusty żołądek.

Herbata zawiera teinę, która podobnie jak kofeina (choć w łagodniejszy sposób) działa na organizm pobudzająco. Niejednego taka herbata może postawić na nogi, bardziej niż filiżanka kawy. Teina pobudza organizm do działania i wpływa korzystnie na koncentrację. Nie przesadzajmy jednak z jej ilością, gdyż "przedawkowanie" może wywołać niepokój, nadpobudliwość, przyspieszoną akcję serca czy bóle głowy.

> Co ciekawe, zarówno czarna, zielona i wszystkie inne rodzaje herbat pochodzą z tej samej odmiany rośliny herbacianej, a różnica polega na sposobie ich przetwarzania. Liście zielonej herbaty są poddawane obróbce cieplnej w żeliwnych naczyniach i suszone w wysokiej temperaturze, natomiast liście używane do robienia czarnej i innych herbat są fermentowane i utleniane. 


środa, 10 kwietnia 2013

Krytycznie o body wrappingu

Przestałam owijać się folią. Jakiś czas temu podchwyciłam tę metodę na pozbycie się cellulitu i jest to najgłupsza rzecz jaką ostatnio zrobiłam. Nie chodzi mi o fakt, że to jeden wielki pic na wodę. Po prostu nie mam sumienia, żeby produkować taką ilość dodatkowych śmieci tylko dla zaspokojenia własnej próżności.  Body wrapping często zachwalany jest przez zwolenniczki pro eko, co jest dla mnie czystą hipokryzją.


Czym jest Body Wrapping?

Jak głoszą entuzjaści: Jest to zabieg kosmetyczny polegający na owinięciu folią ciała, które wcześniej zostało posmarowane odpowiednim preparatem ujędrniającym lub wyszczuplającym. Folią można owinąć całe ciało, albo tylko poszczególne jego elementy np. brzuch i uda. Aby osiągnąć widoczne efekty, metodę należy stosować 2-3 razy w tygodniu przez dłuższy okres czasu (aż do uzyskania efektów oczywiście)

Może brzmi niewinnie. Ale:

Artykuły zachwalające tę metodę zwykle naszprycowane są reklamami profesjonalnych kosmetyków tłuszczousuwających. Oczywiście wszystko opatrzone wdzięcznymi eko nazwami, bo tak lepiej się sprzeda.

Autorzy obiecują uzyskanie wymarzonych efektów bez najmniejszego wysiłku. "10 cm mniej w ciągu miesiąca", "6 cm w dół po tygodniu", a nawet "4 cm obwodu w godzinę". Wystarczy siedzieć i czekać, a tłuszcz sam magicznie zniknie. Kocyk, herbatka, komputerek... A frajerom którzy męczą się bez sensu na wyczerpujących treningach można tylko współczuć. 

Czy rzeczywiście jesteśmy w stanie zredukować cellulit, a jeśli tak, czy taka metoda będzie długotrwała? Może warto zacząć od zmiany nawyków, celować w przyczynę, a nie w skutek? 


Zastanówmy się jeszcze nad istotą samego cellulitu. 

Po pierwsze zjawisko to dotyczy ok. 80% kobiet. Polek, czy kobiet na świecie? Takiej informacji nie znalazłam. Ale oznacza to, że problem jest powszechny i trudny do zwalczenia. Dotyka zarówno kobiet otyłych jak i szczupłych. Za kształtowanie się cellulitu pod naszą skórą wpływa żeński hormon - estrogen. Jego nadmiar powoduje nierównomierny rozkład tkanki tłuszczowej, przez co pod skórą tworzą się tak znienawidzone przez nas grudy.  

Zaawansowany cellulit jest efektem wieloletnich zaniedbań, złej diety i braku ruchu. Jak już kiedyś wspomniałam na blogu, podstawowym i najważniejszym krokiem jest odstawienie słodyczy oraz tłustych i wysokokalorycznych potraw. Pamiętajmy, że sól zatrzymuje wodę w organizmie. Prowadzi to do zaburzenia procesu wypłukiwania toksyn z organizmu. Dlatego też niezwykle istotne jest regularne nawadnianie organizmu. Systematyczne treningi uruchomią limfę i usprawnią krążenie krwi. Dodatkowo możemy stosować masaże i prysznice zimną wodą.

Nie pozbędziemy się cellulitu, jeśli ciągle będziemy prowadzić do jego powstawania.

Od strony ekologii:

Zużyta do zabiegu folia nie nadaje się do ponownego użytku, ląduje w koszu. Załóżmy, że do do owinięcia jednego uda będziemy potrzebować ponad metr folii. Dodajmy do tego drugą nogę, pośladki i wszystko co zechcemy owinąć.  Pomnóżmy to razy 10 tygodni, po dwa zabiegi w tygodniu...

Mówi się, że woreczek foliowy/jednorazówka potrzebuje ok. 300 lat aby ulec pełnemu rozkładowi. W procesie tym uwalniane są do gleby i atmosfery szkodliwe związki. 

Z badań opinii przeprowadzonych przez firmę GFK dla Henkel Polska wynika, że 80% Polek jest świadoma konieczności dbania o środowisko. Dwie trzecie z nas segreguje śmieci, niewiele mniej ogranicza zużycie wody i energii. Ale już tylko co trzecia Polka stara się redukować liczbę odpadów.
Chcemy jeść zdrową żywność, kąpać się w czystych jeziorach i oddychać świeżym powietrzem. Czy nie wypadałoby dać coś w zamian od siebie? 



dane:

poniedziałek, 8 kwietnia 2013

Przez różowe okulary



Po miesiącu totalnego zwątpienia w końcu nadszedł przełom :). W porywie rezygnacji zdecydowałam się schować w cieniu i spokojnie przeczekać kryzys.
Zaczęło się niewinnie, od rowerka stacjonarnego. Wystarczy włączyć dobry serial, a 15 kilometrów przeleciało mi prawie niezauważalnie. W blogosferze roi się ostatnio od wyzwań pośladkowych więc za ciosem uruchomiłam Cassey i jej mordercze call me maybe challenge :). Do tego przyjemny zestaw na brzuch i 10 minut szok treningu Chodakowskiej. Po raz pierwszy od kilku tygodni poczułam, że żyję ! Coś mnie jeszcze kusiło, żeby chwycić za hantelki ale ostudziłam emocje i przełożyłam trening ramion na następny dzień. Uwielbiam czuć zakwasy, ale uruchomienie wszystkich partii mięśniowych na raz nie przyniosłoby mi nic dobrego ;)

Myślałam, że po tak długiej przerwie będę musiała zacząć od nowa, ale na szczęście nie jest tak źle.
Ćwiczenia cardio uświadomiły mi jedną rzecz. Jestem silniejsza niż mi się wydaje. Zawsze uważałam, że mam słabą kondycję i unikałam intensywnych ćwiczeń wytrzymałościowych, ale okazuje się, że (odnosząc się do własnych możliwości) wcale nie jest tak źle ;)




a co do moich planów na marzec... 
W minionym miesiącu: 

✔ Wyszłam może 3 razy na spacer i nie kupiłam żadnych ciuchów,

✔ Wróciły do mnie dawne kontuzje (naderwane ścięgna i bolący nadgarstek), które nasilały się po jodze więc na dwa tygodnie musiałam się z nią rozstać :<  ALE już czuję się lepiej i spokojnie mogę odnowić romans z jogą :)

✔ Zauważyłam, że mam rozdwojone i połamane końcówki włosów więc nieco je podcięłam i przeniosłam się na pielęgnację bez silikonów,

✔ Przestałam owijać się folią.

✔ Zaczęłam 30 day shred, dzięki któremu przestałam wierzyć we wszelkie wyzwania polegające na ćwiczeniu codziennie tego samego (ale o tym na pewno jeszcze się nie raz rozpiszę). W związku z tym, że przerwałam po drugim dniu, nie osiągnęłam żadnych efektów, a obiecane zdjęcia zrobię  kiedy będzie coś widać :)

Miesiąc przerwy pozwolił mi spojrzeć trzeźwo na pewne kwestie. Wyciągnęłam wnioski i  stwierdziłam, że nie warto robić planów sięgających dalej niż tydzień - Mniej stresu i wyrzutów sumienia. ;)
Kwestii żywieniowych niestety nie poruszę, bo moja dieta głównie opiera się na węglach i smażonych potrawach... Robię co mogę ale z systemem nie wygram :P

wtorek, 12 marca 2013

Fit galeria

Poniedziałek, godzina 23:03. W domu pogasły już światła, słychać ciche pochrapywanie brata zza ściany. Tymczasem ja leniwie schodzę z łóżka, chwytam za hantle i zaczynam machać bicepsem. Typowa Chiquita. Ile to razy zdarzyło mi się myć okna po ciemku, po prostu "bo tak" ;) Notorycznie odkładam wszystko na później i stosuję prokrastynację na wszelkie możliwe sposoby. Nie przepadam za tą cechą, ale chyba powoli uczę się z nią żyć ;)

Wypada mi jutro dzień biegania, jednak z bólem serca muszę odpuścić. Już nie pamiętam kiedy ostatnio byłam przeziębiona i pragnę, żeby tak zostało. Z mroźnym wiatrem raczej nie wygram...

Dzień spędziłam całkiem twórczo. Właśnie urządziłam swoje miejsce inspiracji. W takich projektach wszystko musi mi idealnie odpowiadać i jak coś sobie ubzduram to muszę to zrobić, dlatego znalezieniu właściwego szablonu poświęciłam dobre 3 godziny -,- (dlatego docenię każdy przejaw zainteresowania ;)). No ale w końcu ruszyłam do przodu i mogę się pochwalić swoim tumblrem :) Galeria, głównie o tematyce fitspo, ale nie tylko.
Zachęcam do śledzenia, a nuż uda mi się kogoś zachęcić do ćwiczeń.  A może macie tam swoje galerie? Chętnie zaobserwuję.
Tymczasem żegnam i życzę słodkich snów :)

chiquita717.tumblr.com




niedziela, 10 marca 2013

Leniwa niedziela? A gdzie tam!

Miniony tydzień upłynął mi pod znakiem biegania (i najnowszej części Tomb Raidera). Chociaż od dawna przewidywałam rozpoczęcie treningów, zaczęło się bardzo spontanicznie. Decyzję o wyjściu podjęłam w ciągu sekundy. Wesoło świergoczące ptaki i odrobina słońca zachęciły mnie do bliższego kontaktu z naturą :)  Mimo, że od kilku dni pobolewa mnie głowa i nie potrafię się wyspać, nawet nie zastanawiam się czy biegać, po prostu ubieram się i wychodzę. Niestety z moją kondycją nie jest najlepiej więc postanowiłam zacząć spokojnie. Biegam zgodnie z poniższym planem, a zaczęłam na 5 tygodniu. Trzy pierwsze treningi były dla mnie w miarę łatwe więc dzisiaj ruszyłam z  kolejnym poziomem. Ledwo doturlałam się do domu i padłam plackiem na kanapę, ale dla tego poczucia satysfakcji i spełnienia mogłabym pobiec jeszcze raz!


Biegam bez muzyki, wolę zostać ze swoimi myślami. W odmierzaniu czasu ogromnie przydaje mi się aplikacja z round timerem. Po przetestowaniu kilku bezpłatnych programów ulubiłam sobie A HIIT Interval Timer. Umożliwia on dosyć elastyczne ustawienia i może działać w tle więc mogę równocześnie prowadzić statystyki w Endomondo: jak dla mnie bezkonkurencyjny program. Lubię, że ma bardzo szeroki wybór dyscyplin. Na pewno przyda mi się również podczas górskich wędrówek :) 
Każdy trening kończę rozciąganiem, które uspokaja i relaksuje :)



niedziela, 3 marca 2013

17 dni do wiosny !

Masz swoją szczęśliwą liczbę? Wiem wiem, nic nie mów. Ja też nigdy w to nie wierzyłam. Tak jak w czarnego kota, coś pożyczonego, bezinteresowność, horoskopy, teorie spiskowe i inne brednie. Nie oglądam ani nie czytam nic o egzorcyzmach, ponieważ boję się że zbytnio mnie to zainteresuje i podzielę los opętanych. Chyba jest nawet określenie na takich ludzi. Sceptycy?..
Ale wracam już do głównego zamierzenia tej notki, czyli do samego początku. Od pewnego czasu istotna w moim życiu jest liczba 17. Już na sam widok jedynki i siódemki obok, uśmiecham się do siebie :) 17 listopada to nasze święto - Narodowy Dzień Cdn i Tgr. Widzieliście może film "liczba 23", gdzie główny bohater obsesyjnie szukał wszędzie tej liczby? U nas jest tak samo. Tylko że będzie z happy endem, a raczej bez endu ;) Piszemy do siebie w 17 minucie godziny, w filmach czegoś jest 17, pani w sklepie wydaje mi 17 groszy reszty, a nawet mój staż odbywałam w biurze nr 17. I takie przykłady mogłabym wymieniać do samego rana. Czemu nie 16, albo 18? Temu żebyśmy czuli, że wszystko wkoło nam daje znaki o naszym przeznaczeniu :) 




Dlatego nie mogłam się dzisiaj powstrzymać od napisania tej notki. Właśnie się dowiedziałam, że dzisiaj zostało 17 dni do wiosny, a równocześnie 117 dni do wakacji. I jak tu nie wpaść w miłosną euforię? 
Tak się złożyło, że akurat chciałam podsumować pierwszą połowę mojego wiosennego wyzwaniaKażdy trening miał zawierać jeden dodatkowy zestaw ćwiczeń brzucha z mel b.  Niestety, tak jak się tego spodziewałam, nie udało mi się ćwiczyć codziennie. Wyzwanie jeszcze nie dobiegło końca, a ja już widzę ogromną zmianę :) Mocno wyszczuplałam na brzuchu. Ujędrniłam skórę i prawie pozbyłam się boczków :) Zaczęłam ćwiczyć w sportowym biustonoszu i jestem dumna z tego jak wyglądam. Uświadomiłam sobie, że właśnie osiągnęłam jeden z moich celów. 


piątek, 1 marca 2013

Marzec z nowymi wyzwaniami


Ostatni tydzień lutego był dla mnie ogromnie przytłaczający i stresujący. Właśnie świętowałabym zakończenie sesji, jednak czeka mnie poprawka z podatków. Szalejące hormony zapewniły mi dawkę skrajnych emocji. Słońce jeszcze nie zawitało w moje okolice i od kilku dni jest szaroburo. Od kilku dni nic nie poćwiczyłam, ale czasami trzeba trochę odpuścić. Ale tutaj stawiam ogromną kropkę i kończę narzekanie :)

Osiągam coś, co wydawało mi się niemożliwe :)  NIE JEM SŁODYCZY już 7 dzień !! Jestem z siebie ogromnie dumna, bo zewsząd otaczają mnie ciasteczka i inni kusiciele :) Brzuszek jest mi za tą zmianę bardzo wdzięczny, a ja w końcu czuję, że mam wszystko pod kontrolą.
Kilka dni temu usłyszałam śpiew kosów, za którym mocno już tęskniłam. Uwielbiam :)

Mój Marzec będzie miesiącem 

✔ długich spacerów - uwielbiam bo zawsze poruszamy wtedy z moim mężczyzną przyszłościowe tematy. Rozmawiamy o sobie i o tym czego od siebie oczekujemy. Zawsze wychodzi to tak spontanicznie :)

✔ odzieżowych zakupów - ciężko jest to zorganizować na bezrobociu, jednak moja garderoba prosi się o wiosenne odświeżenie

✔ wiary w siebie - ćwiczenie jogi wzbudza we mnie poczucie kobiecości i siły. Poza tym chyba właśnie odkrywam swoje przyszłe tory. Cudownie jest w końcu czuć, że wiem w jakim kierunku zmierza moje życie :)

✔ oczekiwań na 3 sezon Gry o Tron - cudowny prezent urodzinowy ;) 

 zielonej herbaty - kupiłam właśnie pierwszą liściastą.

✔ Jillian Michaels ! Zaczynam dzisiaj jej program 30 Day Shred :) Strasznie jestem ciekawa efektów. Jeśli przejdę przez te 30 dni, na pewno pochwalę się osiągnięciami :)


A pożegnam się z Wami muzycznym akcentem. Znacie tego pana? Mnie ujął za serce kilka miesięcy temu, a teraz obsesyjnie kopiuję jego ruchy ;)


sobota, 23 lutego 2013

Tygodniowy rozkład jazdy

Mój plan ćwiczeń zmienia się bardzo często i jest ogromnie elastyczny. Ale potrzebuję małego rozplanowania, aby w ciągu tygodnia ująć treningi w całość. Każdego dnia poświęcę na ćwiczenia 40-70 minut. Dodatkowo, zgodnie z wiosennym wyzwaniem codzienne ćwiczenia brzucha z mel b. Do końca lutego pragnę rezygnować ze słodyczy, do których ciągle pałam płomienną miłością. Wiem, że problem tkwi w psychice, a wszystko ma solidne fundamenty w lenistwie. Dużo łatwiej jest sięgnąć po coś dobrego, co nie  wymaga przygotowania a zaspokoi głód i uzupełni zapas energii...

Dzień
Ćwiczenia
23.02
10 minutowy trening nóg +wewn. strona ud
ultimate workout for belly fat loss
24.02
ramiona (ogólne, triceps, barki) +plank
rozciąganie
25.02
turbo
joga
26.02
10 minutowy trening nóg +wewn. strona ud
ultimate workout for belly fat loss
27.02
ramiona (ogólne, triceps, barki) +plank
rozciąganie
28.02
turbo
joga

Plan składa się z moich ulubionych zestawów, które wykonuję najczęściej. Obejmuje tylko 6 dni, ponieważ marzec chcę przeznaczyć na 30 day shred :) Myślę, że po wykonaniu go w końcu przedstawię moje efekty na zdjęciach. Wiem, że moje ciało już się zmienia. Zaczynam odbierać pozytywne komentarze znajomych. Najbardziej cieszy mnie utrata boczków. I z dumą klepię się po płaskim brzuszku po przebudzeniu :)




czwartek, 21 lutego 2013

A jednak fit :)


Wszystko wskazywało na to, że pod względem treningowym dzień zakończy się totalną porażką. Od rana wybitnie nie chciało mi się ćwiczyć, ale w końcu udało mi się znaleźć nieco entuzjazmu :) Pozazdrościłam mojemu chłopakowi pobytu na siłowni i godzinę po obiedzie załączyłam Skalpel. Tak się rozpędziłam, że zrobiłam jeszcze ćwiczenia ujędrniające obwisłe ramiona (angażujące głównie tricepsy) i dopiero co odkryte ćwiczenia na piękne ramiona, które skupiają się na mięśniach barków. Oba zestawy z użyciem lekkich hantli. Pragnę jeszcze zrobić coś dla brzuszka, dlatego czeka mnie seria planków i pochodnych wariacji :) Tak tak. ostatni plank test pojechał mi po ambicji i chcę znacznie poprawić wynik ;)

(wszystkie pogrubienia są podlinkowane)




To nie ja, to hormony!


Takie myśli towarzyszyły mi przez wczorajszy wieczór. Zjedzony twix z premedytacją podsycił ciągłe uczucie głodu. Nawet po zjedzeniu 3 porcji obiadu w przeciągu kilku godzin, ciało ciągle wyraźnie sygnalizuje nadejście okresu. Zapał do ćwiczeń zatrzymuje się na zdaniu "nie chce mi się". Naleśniki z nutellą, czekoladowy popcorn, delikatny sernik brzoskwiniowy pokryty kruszonką.. To dopiero początek pomysłów na dzisiejszy podwieczorek :) Przewiduję, że już jutro wszystko szczęśliwie się skończy. A żeby do tego czasu jakoś przyzwoicie przetrwać, może upiekę dzisiaj owsiane ciasteczka. Ehh, a już tak dobrze mi ostatnio szło z dietą... 


PS. Jakiś czas temu pisałam o tym, jak dobrze ćwiczy mi się na macie do jogi. Dobra wiadomość dla dziewczyn które rozważają zakup - dobrej jakości matę można teraz kupić w Rossmannie (oferta trwa do 28.02). Mata jest tej samej jakości co te, które były dostępne w lidlu i biedronce miesiąc temu). Jedyną różnicą jest kolor - tym razem soczysty różowy :) Specjalna struktura zapobiega ślizganiu, mata jest elastyczna i dobrze przylega do podłoża. Zapewnia komfort ćwiczeń, ułatwia prawidłowe wykonanie ćwiczeń statycznych. 

środa, 20 lutego 2013

Plank challenge !


Jeśli ćwiczysz już od dłuższego czasu i uważasz że zaczynasz osiągać bardziej zaawansowany poziom, polecam przeprowadzić mały test :) Wykonanie tego ćwiczenia powinno sprowadzić Cię na ziemię. Mowa tutaj o ćwiczeniu plank. Z pozoru proste, ale każdy kto go spróbował, wie doskonale w czym tkwi jego fenomen :) Ćwiczenie angażuje wszystkie mięśnie brzucha i ramion, wzmacnia kręgosłup. Znane jest jako najbardziej efektywne ćwiczenie wzmacniające mięśnie.

Postanowiłam wykonać wczoraj test swojej wytrzymałości. Przecież ćwiczę już od dawna, jestem coraz szczuplejsza, silniejsza itp - powinnam sobie z tym spokojnie poradzić ;) Z ogromnym rozczarowaniem udało mi się przetrwać tylko 1:13. I prawdę mówiąc była to najdłuższa minuta mojego życia. Spodziewałam się trochę lepszego wyniku, ale już w połowie zaczęły mi się trząść wszystkie mięśnie, jakbym dostała drgawek! No cóż. Plank dał mi małego pstryczka w nos ;) A teraz mała ciekawostka. Rekord czasu w w pozycji plank wynosi jedną godzinę i dwadzieścia minut [!], a ustanowił go 54letni  atleta George Hood. Imponujące, prawda?

Ćwiczenie wykonuje się w pozycji pompki, opierając ciężar ciała na łokciach i stopach. Ramiona powinny być ułożone prostopadle do podłogi, biodra uniesione go góry. Naszym zadaniem będzie utrzymanie ciała w nieruchomej pozycji przez jak najdłuższy czas. Ćwiczenie polega na napięciu mięśni brzucha i zachowaniu ciała w prostej linii.